Smyczkowe tańce

Wiolonczela, harfa i tańce – te akcenty, za sprawą Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej Leopoldinum, dominowały w niedzielę w filharmonii. Dominowały? To złe określenie. Było raczej lekko, marzycielsko i subtelnie, a przynajmniej w ten (laicki) sposób może podsumować ów wieczór niżej podpisana.

Koncert rozpoczęło „Pięć tańców greckich” Nikosa Skalkottasa, które znakomicie ożywiły (i obudziły) słuchaczy, przytłoczonych jesienną sennością. Później, za sprawą harfy (C. Debussy, Dances sacrée et profane Debussy’ ego) i wiolonczeli (IV Koncert wiolonczelowy C-dur G.477 Luigiego Boccheriniego) zapanował iście baśniowy nastrój. Po przerwie publiczność, za sprawą Piotra Czajkowskiego, przeniosła się na wytworny bal (Andante cantabile na wiolonczelę i smyczki), by potem wysłuchać skocznych tańców niemieckich (V Taniec niemiecki C-dur Dgo Schuberta) i transylwańskich (Quattro Danze Transilvane Sándora Verresa).

Nad całością czuwał i całość prowadził dyrygent Ernst Kovacic. Orkiestrze towarzyszyli Marcin Misiak (wiolonczela) i Krzysztof Waloszczyk (harfa).

Oczywiście, lepiej słuchać niż pisać lub opowiadać. Dodam tylko, że melomanów, przynajmniej niedzielnych, jest wielu, więc, jeśli kupuje się wejściówkę, warto przyjść do filharmonii nieco wcześniej, by zająć wygodne miejsce na schodach. A potem – rozkoszować się tą, która, mówiąc banalnie i nigdy dostatecznie nobilitująco, łagodzi obyczaje.

Katarzyna Lisowska